Dom Misyjny Św. Wojciecha » O naszym Domu

Dom Misyjny Św. Wojciecha

Misyjne Seminarium Duchowne Księży Werbistów w Pieniężnie

O naszym Domu

stare-pnoŚw. Arnold Janssen Założyciel Werbistów, poszukiwał młodych ludzi, którzy poszliby na krańce świata i głosili Ewangelię Jezusa Chrystusa. Szczególnie mocno zależało mu na kandydatach ze środowisk katolickich. Do takich zaliczał tereny Warmii. W 1907 r. podjął starania o placówkę werbistowską na tym obszarze. Kuria we Fromborku wystąpiła w 1914 r. z ofertą odstąpienia Zgromadzeniu Słowa Bożego letniego pałacu biskupiego w Smolajnach. Transakcja nie doszła jednak do skutku. W 1916 r.  Brat Zygmunt, kolporter czasopism werbistowskich, znalazł kilka ofert dotyczących przyszłego domu misyjnego na Warmii. Za najlepszą uznano posiadłość bezdzietnego małżeństwa Krugerów w miasteczku Mehlsack, obecnie Pieniężno.

Wkrótce zaczęto budować klasztor. Dom dzisiejszy budowano w ciągu 10 lat w czterech etapach: 1921 – skrzydło południowe, 1924./25 – skrzydło wschodnie z narożnikami skrzydeł południowego oraz północnego, 1927/28-skrzydło północne, 1930/31 -kościół z przylegającymi częściami skrzydeł południowego i północnego. Na patrona domu wybrano św. Wojciecha, którego figura góruje nad domową furtą. Dom służy dwóm celom: niesieniu pomocy duchowieństwu diecezjalnemu i kształceniu młodych ludzi wyznania katolickiego na misjonarzy.

Po wojnie dom przejęli werbiści polscy. Jako pierwsi, jesienią 1945 r. przybyli tu.O. Bolesław Cisz i br. Jan Bruski. Na stałe osiadł w Pieniężnie w 1946 r O. Paweł Kośnik. Dom był bardzo zniszczony i trzeba go było remontować. Oddawano go do użytku etapami. Do roku 1948 było tu nadal niższe seminarium duchowne. Decyzją przełożonych Polskiej Prowincji Zgromadzenia Słowa Bożego postanowiono, że od jesieni 1948 r. Dom św. Wojciecha będzie Wyższym Seminarium Duchownym Werbistów w Polsce.


nowe-pno Przez ponad pięćdziesiąt lat seminarium werbistowskie w Pieniężnie dało Kościołowi ponad 600 misjonarzy – kapłanów i braci zakonnych – którzy pracowali i pracują w 60 krajach świata.  Kilku z spośród nich zostało biskupami w Rosji, Papui Nowej Gwinei, Boliwii na Węgrzech czy Ukrainie. Werbiści poza zwykłą pracą misjonarską rozwijają apostolat biblijny angażują się w środki przekazu, zajmują się prowadzeniem szkół, szpitali i ośrodków zdrowia. Włączają się także w problemy sprawiedliwości i pokoju na świecie, w opcje na rzecz ubogich, uraz w sprawy integracji ze stworzeniem. Ponadto prowadzą działalność redakcyjną i wydawniczą, są wykładowcami na uniwersytetach. Do tych wszystkich zadań i posług przyszli misjonarze werbiści przygotowują się w Misyjnym Seminarium Duchownym w Pieniężni

Cmentarz i Mauzoleum

19.11.2009 Park, Cmentarz, MauzoleumMogiły polskich misjonarzy rozsiane są po całym świecie. Rodzina i przyjaciele zazwyczaj nie mają możliwości, aby odwiedzić grób bliskiego, który wybrał drogę powołania misyjnego i zmarł na placówce w Nowej Gwinei lub w Kolumbii albo w innym odległym zakątku globu. Często nawet współbracia zakonni mają problemy, aby doń dotrzeć, zapalić lampkę, zmówić modlitwę…    Zmarli pozostają w naszej pamięci, lecz pamięć ludzka nie jest trwała. Potrzebne są jej ślady i znaki wskazujące na osoby, których już nie ma wśród nas, przywołujące je do naszych myśli i przypominające, że byli – i w pewnym sensie nadal są – częścią naszego życia.

Przy Domu Misyjnym św. Wojciecha w Pieniężnie są dwa takie miejsca. Pierwsze z nich to niewielka kapliczka, kiedyś poświęcona Matce Bożej Bolesnej, dziś – mauzoleum. Położone niecałe 100 m od budynku Misyjnego Seminarium Duchownego Księży Werbistów, przy ścieżce w rogu parku, gdzie gęsto rosną świerki, brzozy oraz leszczyna, przywodzi na myśl XVIII-wieczne budowle i nastrój ówczesnych ogrodów: Łazienek i Puław w miniaturze.

19.11.2009 Park, Cmentarz, Mauzoleum (23)W parku znajduje się również drugie miejsce poświęcone zmarłym werbistom: cmentarz seminaryjny, na którym spoczywają misjonarze związani z Domem Misyjnym św. Wojciecha. Groby są podobne jeden do drugiego: niska, prostokątna rama z lastryko, wewnątrz ziemia i ozdobny krzew bukszpanu. Na krawędzi krótszego boku wznosi się czarny krzyż, a między jego ramionami widnieje tabliczka z imieniem zmarłego, datą jego urodzin i śmierci, a ponadto pierwszych ślubów w przypadku braci misyjnych i kleryków, bądź święceń kapłańskich, gdy w grobie spoczywa kapłan. Te dawniejsze są jakby ciemniejsze, zszarzałe pod wpływem lat. Najstarszy grób pochodzi przecież sprzed II wojny światowej.

Mauzoleum nie jest tak stare. Budowę rozpoczęto w latach pięćdziesiątych, zaś ostateczny wystrój wnętrza pochodzi z początku lat osiemdziesiątych. Na środku stoi nieduży kamienny ołtarz ozdobiony kwiatami, a w ścianie na wprost wejścia umieszczona została w 1979 r. figura Chrystusa Zmartwychwstałego z otwartymi ramionami. Autorka rzeźby, Maria Konarzewska musiała wykazać dużo cierpliwości i kilka razy prze19.11.2009 Park, Cmentarz, Mauzoleum (18)dstawiać księżom werbistom różne propozycje motywu Zmartwychwstałego w postaci małych odlewów. Ojcowie bowiem przywiązywali dużą wagę do wymowy figury i nie chcieli Chrystusa, którego pani Maria zaproponowała na początku – był za smutny, a miał promieniować radością i nadzieją. Przyglądając się rzeźbie można dojść do wniosku, że osiągnięto kompromis: nie widać wielkiej radości, nie ma też smutku. Postać Jezusa, Jego twarz i gest rąk, tchnie pokojem i głęboką nadzieją. Wszystkie ściany pokryte są epitafiami. Są to kawałki szarego marmuru, najczęściej prostokątne, choć zdarzają się też inne kształty, na których wygrawerowano imiona i nazwiska oraz daty urodzenia i śmierci 266 misjonarzy, członków Zgromadzenia Słowa Bożego. W Dzień Zaduszny na kamiennym ołtarzu, na którym ledwo mieści się rozłożony korporał, celebruje się Mszę św. w otoczeniu tylu szacownych zmarłych. A każdego dnia przychodzą tu ci, którzy szukają swoich przyjaciół – kapłanów i braci misyjnych, choćby drobnego śladu po nich. Przychodzą ci, którzy im niejednokrotnie pomagali i sami otrzymali wiele od już nieżyjących. Przywołani wspomnieniami przynoszą kwiaty, zapalają znicze, pamiętają. W ten sposób świadczą przed Bogiem i ludźmi o życiu tych zakonników. Nieliczni, którzy doceniają to miejsce, nadając mu sens. Na cmentarzu i tu, przed tabliczkami płonie zawsze przynajmniej jedna lampka – światełko symbolizujące Światło o wiele potężniejsze niż śmierć i mrok nocy. Trzeba wiedzieć, że nie zawsze tak było. Budowniczowie maleńkiej kapliczki nie mieli pojęcia, że kładą fundamenty pod budowlę, w której kiedyś znajdą się ich epitafia. Na początku historii tego miejsca, czyli w latach pięćdziesiątych XX w. miał tu przebiegać trakt spacerowy. Okoliczne ziemie, odebrane przez państwo werbistom, należały wówczas do PGR-u i bacznie ich strzeżono. Klerycy nie mogli chodzić innymi drogami niż tymi ustalonymi traktami. Ówczesny prefekt kleryków, o. Teofil Chodzidło SVD wpadł na pomysł utworzenia nowej ścieżki, by potem rozszerzyć ją i przemienić trakt na Drogę Krzyżową na powietrzu. Dlatego rozpoczęto budowę kapliczki Matki Bożej Bolesnej jako jednej ze stacji. O. Chodzidło wybrał miejsce i patronował całemu przedsięwzięciu, natomiast budowie przewodniczył kleryk Józef Kobielusz SVD.

Był rok 1957. Do Pieniężna przybywa – po przedostaniu się przez zieloną granicę, a następnie przez całą Polskę – Stefan Horvath SVD, słowacki kleryk werbistowski. Miał on potajemnie studiować w Pieniężnie, gdyż na Słowacji zostać werbistą okazało się niemożliwe. Za rok będzie już neoprezbiterem pod zmienionym nazwiskiem: Andrzej Domagalski, potajemnie wyświęcony, podobnie jak kilku innych słowackich kleryków.86b kapilca budowaJego to poprosił Kobtelusz, aby przejął budowę, jako że Horvath znał się na murarce jeszcze z czasów służby wojskowej. Ten zabrał się do pracy: zrobił plan budowy i według niego budował razem z klerykiem Longinem Szubczykiem SVD, klerykiem Ryszardom Kudłkiem SVD oraz bratem Antonim Pieczonką SVD, który był najstarszy w gronie pracujących. Zdarzyło się, że Horvath spadł z rusztowania i wyglądał na martwego, lecz odzyskał przytomność i pierwsze, o co spytał, to: „Czy sablonka jest całkowita?” (miał na myśli szablon, który umocowywał, zanim spadł). Pozostali klerycy pomagali dorywczo. Pracujący przy budowle poświęcili swoje wakacje i popołudniowy czas rekreacji oraz wolne od wykładów czwartki tak, że całość zakończyli jesienią 1958 r. Br. Zygmunt Budnarowski SVD wykonał krzyż, który zawieszono we wnętrzu kapliczki. Pierwszy etap budowy zwieńczyło poświęcenie budynku przez o. T. Chodzidłę jako kapliczki pod wezwaniem Matki Bożej Bolesnej.

Drugi etap zaczyna się z przybyciem do Pieniężna o. Józefa Ariika SVD, energicznego zakonnika z wieloma pomysłami i znającego się na wszystkim. Nie wiadomo, kiedy powstała myśl o przekształceniu kapliczki MB Bolesnej na mauzoleum. Pierwsze wzmianki pojawiają się w listach o. Arlika z 1977 r. Od tego momentu nie minęły trzy lata, a dzieło było na ukończeniu. Kosztowało więcej energii i nadszarpniętych nerwów niż pieniędzy. W owych czasach bowiem trudno było cokolwiek załatwić, nawet mając pieniądze. To przede wszystkim życzliwa pomoc wielu ludzi pomogła o. Arlikowi zakończyć pracę. Długo dyskutowano nad listą nazwisk werbistów, którzy powinni otrzymać swoje tabliczki.

19.11.2009 Park, Cmentarz, Mauzoleum (11)Oficjalnie poprzestano na tych, którzy „umarli w przynależności do Polskiej Prowincji, misjonarzach, którzy wyszli z Polskiej Prowincji oraz przyznających się do polskości” (a wyjechali przed 1919 r.). Dołączono też zmarłych w obozach zagłady podczas II wojny światowej, którym poświęcono centralną ścianę mauzoleum: imiona bł. o. Ludwika Mzyka SVD, bł. o. Alojzego Ligudy SVD, bł. o. Stanisława Kubisty SVD, bł. br. Grzegorza Frąckowiaka SVD oraz kleryków i nowicjuszy zamęczonych w Dachau i Gusen wraz z założycielem Polskiej Prowincji Zgromadzenia Słowa Bożego, o. Tomaszem Puchałą SVD. Ich nazwiska otaczają figurę Chrystusa Zmartwychwstałego. Ponadto o. Arlik znajdował miejsce dla szczególnie zasłużonych Polskiej Prowincji Księży Werbistów, choć nigdy do niej nie należeli. Dopóki żył o. Arlik, zajmował się „uaktualnianiem” mauzoleum: co pewien czas pojawiało się nowe epitafium. Planował nawet powiększenie budynku, lecz brak funduszy uniemożliwił podjęcie prac. Dziś nie ma już o. Arlika – zmarł w 1996 r., jego tabliczka wisi na drugiej ścianie od lewej strony, blisko posadzki. Napisał on kiedyś do o. Jana Kozłowskiego SVD, dziękując mu za pomoc: „Wszyscy przyszli zmarli już tera19.11.2009 Park, Cmentarz, Mauzoleum (20)z są ci wdzięczni. Może nie? Niechby się odważyli…”. Niewątpliwie przyszli zmarli mają za co dziękować o. Arlikowi.

Pieniężnieńskie mauzoleum nigdy nie zostało ukończone i nie będzie, dopóki będą istnieli werbiści w Polsce. Następcą o. Arlika został o. Alfons Labudda SVD, czuwający, by każdy zmarły miał tu swoje miejsce. Kiedy umrze ostatni polski werbista, będzie można zamknąć drzwi i uczynić z tego miejsca zabytek, miejsce ciekawe dla turystów. Na razie jednak drzwi stoją otwarte, przychodzą więc zmarli, przychodzą też żywi. I miejsce pozostaje żywe.

Marcin Miszczuk

Misjonarz 11/2004