Eldoret (Kenia), 3 stycznia 2008 r.
Drodzy Przyjaciele Misji!
Jak Wam wiadomo od kilku dni w Kenii i Nairobi trwają zamieszki pomiędzy zwolennikami prezydenta Mwai Kibakiego i jego rywala w wyborach z 27 grudnia 2007 r. Raili Odingi. Dotychczasowy szef państwa Mwai Kibakiego ogłosił swe zwycięstwo, jego adwersarz, Raila Odinga, lider ODM (Pomarańczowego Ruchu Demokratycznego), nie zaakceptował przegranych wyborów. Po oskarżeniach o fałszerstwa wyborcze doszło do walk na ogromną skalę. Na ulicę wyszły tłumy niezadowolonych zwolenników opozycji. Szczególnie poważnych rozmiarów nabiera ta tragedia w zachodniej części Kenii, gdzie jest wielu zwolenników opozycji Odinga, tam też znajduje się nasza parafia w Eldoret.
W tej zaistniałej sytuacji znalazłem się przypadkowo, bo w szkołach są cały miesiąc wakacje, więc przyjeżdżam do Eldoret i pomagam w pracy duszpasterskiej podczas świąt.
Całą tę sprawę bardzo dobrze nagłośniliśmy w polskich i słowackich mediach; w Polsce poszło to szybciej. O. Teodor Grzyśka SVD udzielił wielu wywiadów dla telewizji Polonia, Radia Zet i jednej włoskiej telewizji, ja rozmawiałem dwa razy na żywo z TVN 24. Ambasada Polska w Nairobi jest z nami w stałym kontakcie i to dzięki niej, jak również Słowackiej oraz Nuncjatury wynegocjowaliśmy, by wieczorem dostać przynajmniej dwóch policjantów dla ochrony. No, ale raz są, raz ich nie ma, i ciągle trzeba o to walczyć. To wszystko przypomina małą rewolucję i z jednej strony nie ma na tyle policji, z drugiej im też chyba tak bardzo nie zależy. Ludzie mówią, że domy się paliły, a oni patrzyli i nie reagowali.
Dziś są znowu zamieszki, bo opozycja chce organizować manifestacje w Nairobi. Póki co w Eldoret miasto jest wymarłe, będą zamieszki, jeśli coś tam w Nairobi źle pójdzie. Wczoraj w nocy mieliśmy trochę mniej ludzi, dziś rano sporo opuściło plac kościelny, ale wielu wróci wieczorem, bo ich domy zostały spalone. Wychodzą i przychodzą, szukają czegoś do jedzenia itp. Kobiety i dzieci zostają na miejscu, mężczyźni idą na „zwiady”, ale wracają. W sumie teraz w południe jest około 1000 ludzi, głównie kobiety, dzieci i część młodzieży. Jest w miarę spokojnie, ale głód i warunki sanitarne krytyczne. Nie ma toalet, jak tak będzie dalej to może doprowadzić do wybuchu epidemii. Ale jest już reakcja ze strony ludności, zaczynają się organizować i dbać trochę o warunki sanitarne. Na szczęście jest woda, choć nie zdatna do picia, ale nadaje się do utrzymania czystości. Mamy nadzieje, że to się skończy.
Zamieszki w Nairobi i innych częściach Kenii są głównie motywowane sfałszowanymi wyborami, ale w Eldoret, gdzie jest najgorzej, przekształciły się w wojnę plemienną, jedna grupa etniczna chce całkowicie wyeliminować drugą. Już się mówi, że nawet gdy się to skończy to poszkodowana grupa i tak stąd wyjedzie, bo się będą bać, a z drugiej strony – dokąd pojadą?
Dziś wieczorem może być niebezpiecznie nawet z tego powodu, że skoro jest mniej ludzi to i łatwiej zaatakować. Grupy, które atakują są zorganizowane w kilkaset osób i są podobno płacone przez tych z „wysokich stołków”. Już się martwimy, czy policja przyjdzie czuwać w nocy. Policyjne posterunki są zapełnione ludźmi, w katedrze w Eldoret koczuje około 10 tys., bo przychodzą z różnych stron. Nawet hinduscy biznesmeni chcieli jakoś pomóc w zorganizowaniu żywności, ostrzeżono ich, że mogą być następną grupą, która zostanie zaatakowana.
Droga łącząca Nairobi i Ugandę jest zablokowana, w mieście zaczyna brakować jedzenia, a paliwo można zdobyć tylko, gdy się ma szczęście. Nie ma nawet kart telefonicznych, by kontaktować się ze światem. Jesteśmy więc zamknięci ze wszystkich stron. Nawet Czerwony Krzyż nie może się przedostać z pomocą humanitarną. Ludzie masowo wyjeżdżają, a jedynym środkiem transportu jest samolot; policja odwozi albo eskortuje tych, którzy chcą odlecieć. Samolotów jest sporo, ale są bardzo drogie, bo trzeba płacić w obie strony, gdyż z Nairobi do Eldoret lecą puste.
Problemem w tej chwili jest żywność, a jak się to wszystko skończy, odbudowa i „uzdrowienie”. To jest niesamowite, by w kilka dni „położyć kraj na łopatki”. No, ale trzeba robić wszystko, by ratować to, co pozostało. Parafia w Langas bardzo dużo już straciła, sporo ludzi stąd wyjedzie, nie mówiąc już ile potrzeba będzie środków materialnych, by to wszystko uporządkować, by z obozu dla uchodźców zrobić ponownie parafię.
Według ostatnich informacji 3 stycznia 2008 r. do Nairobi przybył anglikański arcybiskup Desmond Tutu (laureat Pokojowej Nagrody Nobla). Abp Tutu spotkał się z prezydentem Kibakim oraz z Railą Odingą i liderami opozycji (ODM). Po tym spotkaniu odbyła się konferencja prasowa, podczas której gość z RPA raz jeszcze podkreślił potrzebę znalezienia pokojowego rozwiązania obecnego kryzysu w Kenii. Liderzy ODM odwołali dzisiejszą manifestację. Nie wszyscy przedstawiciele opozycji zgodzili się z tą decyzją i do chwili obecnej sytuacja wciąż pozostaje niejasna i napięta. Oficjalnie od chwili rozpoczęcia zamieszek zginęło 300 osób, a około 100 tys. zostało zmuszonych do opuszczenia swych domów.
To tyle świeżych informacji. Mam nadzieje, że wszystko to się szybko skończy. Rozpoczęcie roku szkolnego też już przesunięto przynajmniej o tydzień, ale ile to zabierze czasu to zależy tylko, kiedy się to uspokoi. Wszyscy mamy bardzo zarwane noce, bo trzeba czuwać. Najbardziej zadziwia nas szerząca się tu przemoc, złość i brutalność.
Prosząc o wsparcie modlitewne, serdecznie pozdrawiamy,
o. Stanisław Róż SVD, o. Teodor Grzyśka SVD, o. Marcin Karwot SVD,
o. Martin Cingel SVD i o. Joseph Ola Sabhe SVD