Drodzy Przyjaciele Misji!
Po dwudniowym pobycie w stacjach bocznych i uroczystościach popielcowych w Dol Dol, czyli głównej stacji misyjnej w centralnej Kenii, postanowiłem zasiąść na werandzie mojego misyjnego i przytulnego domku, by następnie podzielić się z Wami tym, czym obecnie żyjemy w Kenii.
Zdaję sobie sprawę, że dzięki mediom mogliście w ostatnich dniach sposo usłyszeć o ogromnych problemach, z którymi boryka się Kenia po ostatnich wyborach parlamentarno – prezydenckich (27 grudzień 2007 r.). Wielu znajomych z Polski pytało mnie, czy to wszystko, co prezentowała telewizja, było rzeczywiście prawdą. Z przykrością muszę stwierdzić, że to zaledwie pewien wycinek tego, czego mogliśmy sami przeżyć.
Kenijskie przysłowie powiada: "If the leader limps, all the others start limping, too". To znaczy: "Jeśli lider (przywódca) kuleje, to wszyscy jego podwładni, prędzej czy później, też będą kuleć". To przysłowie doskonale oddaje atmosferę, która zaistniała w Kenii tuż po wyborach. Tak zwany "leadership", czyli właściwie pojęta umiejętność kierowania i przewodzenia innym, niestety tutaj kuleje. I to nie tylko na poziomie najwyższych władz, ale już w rodzinie, szkole, pracy.
Demokracja w Kenii jest pojęciem stosunkowo młodym i w dużej mierze niezrozumiałym. Po odzyskaniu niepodległości w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, tak naprawdę w tym kraju obowiązywała władza totalitarna. Wiele bierzących problemów społecznych zostało zepchniętych na dalszy plan i w imię źle pojętej wolności nie można było o nich dyskutować. Gdy nagle Kenijczycy usłyszeli o wolnych wyborach, wolności słowa i wielopartyjności, wówczas otworzyły się przed nimi nowe horyzonty. Niestety przez wielu zostały one źle zinterpretowane i wykorzystane przeciwko całemu społeczeństwu. Przemoc i ludobójstwo, których jesteśmy świadkami po dziś dzień, to nie tylko kwestia ostatnich wyborów w Kenii, lecz całego okresu niepodległości i rodzących się wówczas problemów, które nieustannie narastały i były spychane na dalszy plan. W końcu ludzie poczuli powiew wolności, którą następnie kilku "kulawych przywódców" potraktowało jako całkowite bezprawie i samowolę. Razem z ludźmi, z którymi żyjemy i pracujemy, jesteśmy po dziś dzień świadkami bestialstwa i zaprzeczenia człowieczenstwa. Ludzie mordują się nawzajem w imię pustych haseł, zbuntowani przeciwko różnym grupom etnicznym, zaszczuci jadem nienawiści w walce o niepodległe terytorium dla każdego plemienia. W ruch idzie broń palna i maczety, którymi są skłonni porąbać ludzkie ciało. Podpala się domostwa. Wiele osob już spłonęło żywcem. Nie oszczędza się przy tym nawet sąsiadów i członków rodziny, z którymi wspólnie przeżyło się kilkanaście lub kilkadziesiąt lat. Już oficjalnie się podaje, że w całej Kenii zostało bestialsko zamordowanych około tysiąca osób, natomiast trzysta tysięcy ludzi musiało opuścić swoje dotychczasowe miejsca pracy ze wzgledu na przynależność do innej i znienawidzonej grupy etnicznej. Do tej pory wiele szkół i wyższych uczelni nie jest w stanie prowadzić zajęć, gdyż budynki bądź też personel zostały spalone. Załamała się cała turystyka, a wraz nią wiele innych branży gospodarczo - ekonomicznych tego kraju. Nadal wiele osób przebywa w szpitalach, lecząc rany cielesne, z bardzo znikomą szansą na wyleczenie ran wewnętrznych, gdyż wielu z nich po prostu nie ma już dokąd wracać. Stracili wszystko, dosłownie cały swój dorobek życia. W zasadzie mógłbym tu jeszcze pisać i pisać, jak tragiczna w skutkach może okazać się fałszywie pojęta wolność i demokracja.
"Wystarczy, by jeden lider był kulawy, a powoli wszyscy jego podwładni też będą kuleć" – to wcześniej zacytowane przysłowie ukazuje faktycznie prawdziwy obraz Kenii na dziś dzień.
W Środę Popielcową na nowo usłyszelismy słowa z Ewangelii wg św. Marka (Mk 1, 15): "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". Jak chyba nigdy dotąd, słowa te są wyraźnie skierowane do nas – Kenijczyków. Potrzeba nam autentycznego nawrócenia, szczerej i prostej wiary oraz Bożej interwencji i ludzkiej pomocy, byśmy na nowo mogli zbudować jedność, zgodę, miłość i tolerancję, które są drogą do prawdziwie pojętej wolności.
Wielki Post 2008, który rozpoczęlismy dzisiaj, jest prawdziwym wyzwaniem, którym chciałbym się podzielić z Wami, Drodzy Przyjaciele Misji. Polecam Waszym modlitwom ludzi różnych kultur, tradycji i religii oraz nas - misjonarzy pracujących w Kenii.
Mamy być nie tylko ambasadorem Kościoła lub kraju, z którego pochodzimy, ale przede wszystkim ambasadorem Kenii i głosem tych, kórzy nie mają siły przebicia, by wołać innych o pomoc.
Niech Wielki Postu będzie dla nas czasem nawrócenia. Spójrzmy również w kierunku cierpiącej Kenii i tych miejsc na świecie, gdzie potrzeba naszej modlitwy i pomocy, byśmy wspólnie któregoś dnia mogli radować się z owoców Chrystusowego Zmartwychwstania i wolności, jaką obdarzył nas Bóg.
W miłości Słowa Bożego
o. Marcin Karwot, svd – Kenia