Wymodlone Powołanie
Miałem półtora roku, kiedy 30 kwietnia 1975 skończyła się wojna między Amerykanami i Wietnamczykami. Był to bardzo trudny okres. Urodziłem się w Nha Trang, jest to miasto w południowo-wschodnim Wietnamie. W naszej rodzinie jest 6 rodzeństwa, trzech braci i trzy siostry. Mój tata był kierowcą, a mama zajmowała się domem. Od kiedy chodziłem do szkoły, aż do matury, nigdy nie myślałem, żeby być zakonnikiem albo księdzem, chociaż byłem ministrantem, a później organistą na parafii.
Po maturze miałem kurs elektryka, a potem pracowałem przez trzy lata w prywatnej firmie elektronicznej. Był to okres nie tylko pracy, ale także spotkań z ludźmi, którzy przychodzili do nas. Można powiedzieć, że na tamtym miejscu uczyłem się wielu rzeczy, od sposobu pracy do relacji między ludźmi. Moim marzeniem było wtedy być dobrem elektrykiem i później otworzyć własną firmę. Ale moje życie zmieniało się.
Ciocia mojej mamy (która w kulturze wietnamskiej także nazywana jest „babcią”) jest siostrą zakonną i obchodziła jubileusz 65-lecia życia zakonnego. Wiele razy nas odwiedzała, kiedy spotykała się ze mną, mówiła mi, że lepiej dla mnie, żebym został zakonnikiem albo księdzem. Napisałem do rektora seminarium. W tamtym czasie trudno było dla kandydatów do seminarium, bo państwo pozwalało tylko dziesięciu kandydatom na dwa lata, ani jednego więcej. Czekałem…
Dlaczego wybrałem werbistów? Przez rok studiowałem filologię angielską i poznałem jednego ze znajomych moich rodziców, który był werbistą. On to „zaprowadził” mnie do klasztoru. Moja formacja w Wietnamie trwała ponad 6 lat. Zimno, śnieg, trudny język i mili ludzie to moje pierwsze wrażenia z Polski, gdy przyjechałem tu w 2004 roku. Naukę języka polskiego rozpocząłem w Poznaniu i trwała półtora roku. Potem nastąpił okres studiów teologicznych, które patrząc z perspektywy czasu szybko mi minęły. Przede mną święcenia kapłańskie, a po nich powrót do Wietnamu, gdzie będę pracował z różnymi grupami etnicznymi w górach.
Na koniec chciałbym podziękować wszystkim za okazaną mi życzliwość i wszelką dobroć. Chcę prosić o modlitwę za mnie i za wszystkich ludzi, do których pośle mnie miłościwy Pan, bym umiał głosić Jego wielką Miłość do każdego człowieka. Bym mógł powtórzyć za psalmistą: „Na wieki będę opiewał łaski Pana, moimi ustami będę głosił Twą wierność przez wszystkie pokolenia (…).” (Psalm 88).