Ojciec Władysław Świątek SVD
(przeznaczony do pracy w Boliwi)





„On sam będzie działał” (Ps 37, 5)


Wstępując do werbistów dziesięć lat temu niewiele o nich wiedziałem. Wiedziałem, że są misjonarzami, że pracują w Ameryce Południowej i że każdy może wyjechać – to mi wystarczyło na początek.
Urodziłem się w Dąbrowie Tarnowskiej, obecnie województwo małopolskie. Jednak po roku przeprowadziłem się wraz z rodzicami do Żor, gdzie upłynęło moje dzieciństwo. Tam ukończyłem szkołę podstawową, w Pszczynie zdałem maturę i następnie studia ekonomii. Trudno jest wskazać konkretny moment podjęcia decyzji o wstąpieniu do werbistów. Na pewno starałem się ją odłożyć jak najpóźniej, kiedy przeanalizuję pozostałe pomysły na własne życie. Nie byłem w jakiś szczególny sposób związany z parafią, tzn. ministrantem czy z jakąkolwiek inną grupą działającą przy parafii. Niewątpliwie duży wpływ na ostateczną decyzję mieli moi dziadkowie. To u nich, w Tymbarku, spędzałem każde wakacje i ferie. To właśnie tam stopniowo poznawałem Ewangelię Chrystusa, ale co ważne dla mnie, nie miałem intelektualnych wykładów na temat, jak być dobrym chrześcijaninem, lecz praktyczną szkołę, tzn. zachwyciłem się Jezusem poprzez ich codzienne życie, poprzez ich świadectwo jakie o Nim dawali każdego dnia w ich codziennym życiu. Polska i Europa zawsze wydawały mi się trochę za ciasne dla mnie. Od najmłodszych lat ciągnęło mnie gdzieś dalej, w nieznane. Także od najmłodszych lat mój wzrok wpatrzony był w Amerykę Południową. Nie tyle pociągała mnie przyroda i krajobraz kontynentu ile bulwersowała w jakimś stopniu niesprawiedliwość społeczna tam występująca – garstka bogaczy i cała rzesza biednych.
W poszukiwaniach zgromadzenia misyjnego wykorzystałem książkę telefoniczną. Tam znalazłem adres do werbistów. Napisałem krótki list na który otrzymałem błyskawiczną odpowiedź. Z umówionego spotkania z powołaniowcem, które trwało niecałą godzinę, wróciłem z formularzem i listą potrzebnych dokumentów potrzebnych do przyjęcia. Kolejne spotkanie ograniczyło się w zasadzie do złożenia zebranych dokumentów… i tak się zaczęła moja przygoda w Zgromadzeniu Słowa Bożego. Po czwartym roku studiów filozoficzno-teologicznych w Pieniężnie odbyłem trzyletnią praktykę OTP w Boliwii, kraju położonym w Ameryce Południowej. Jest to najcenniejszy okres podczas mojej formacji, gdyż miałem możliwość poznania innej kultury, innej tradycji, ale przede wszystkim spotkania z drugim człowiekiem i doświadczenia jego codzienności tak różnej od tej, którą znałem do tej pory. Z Boliwią jest tak, raz się z nią człowiek zetknie i już zapomnieć o niej nie może. Dlatego bardzo się cieszę, że Boliwia jest krajem mojego pierwszego przeznaczenia misyjnego.
Korzystając z okazji, chciałbym życzyć wszystkim czytelnikom „Misjonarza” i sobie, aby nasze codzienne kroczenie za Chrystusem Zmartwychwstałym było konsekwencją naszego bycia misjonarzem w codzienności, a więc dzieleniem się naszą wiarą poprzez świadectwo życia według Ewangelii.


Galeria zdjęć ojca Władysława:

Twoja przeglądarka nie obsługuje technologii Flash. Tu możesz pobrać odpowiednią wtyczkę.




project by: Bartłomiej Parys, SVD   ©
admin: Łukasz Chrunik SVD                 
© www.3dflags.com