Ojciec Marcin Milczanowski SVD
(przeznaczony do pracy w Polsce)





„W szkole Boga”

Spośród wielu doświadczeń, które kształtowały moją osobę i zadecydowały o późniejszym wstąpieniu do seminarium, niewątpliwie tamten pamiętny wieczór głęboko zapisał się w mojej pamięci. On nadał nowy sens mojemu życiu. To jest moja opowieść, początek historii mojego życia, i nią chciałbym się podzielić. To był czas wieczornej modlitwy. Zanim się spostrzegłem, już klęczałem przed łóżkiem, przedstawiając Bogu moją prośbę życia. Oczywiście, później rodziły się kolejne, ale na tę pierwszą Bóg jakoś szybko zechciał odpowiedzieć. Układ był prosty: Ty, Panie, wyświadczysz mi pewną przysługę, a ja, w dowód wdzięczności, zgodzę się oddać moje życie do Twojej dyspozycji, cokolwiek by to oznaczało. Uznałem, iż aktem największego poświęcenia się Bogu i człowiekowi będzie praca misyjna w Afryce. Poza tym mojemu życiu chciałem nadać pewnego kolorytu, a jako że ktoś bliski mojemu sercu nagle zrezygnował z daru życia, moja ofiara – życie za życie – wydała mi się mieć wielkie znaczenie. W ten sposób odczytałem sens mojego życia. Po latach, gdy wracam pamięcią do tego wydarzenia, muszę przyznać, iż Bóg nie musiał przystać na moje warunki z prostego względu, nie byłem do końca świadomy konsekwencji wypowiadanych słów, a poza tym rzecz tyczyła się tylko pewnego zabiegu w szpitalu. Niby nic nadzwyczajnego, ale dla mnie znaczyło to wiele. Gdy po zabiegu w szpitalu pojawiły się pewne komplikacje, wówczas musiałem na nowo zweryfikować moją wiarę, tam też ją straciłem i na nowo uwierzyłem w Boga. Oczywiście, ta historia ma swój szczęśliwy finał, gdyż Bóg wywiązał się ze swojej obietnicy, a ja, nie potrafię dokładnie powiedzieć, kiedy to nastąpiło - ale otrzymałem powołanie misyjne. Wówczas byłem najszczęśliwszym człowiekiem, bowiem dokładnie wiedziałem, co chciałbym robić w życiu, a dla przyszłego maturzysty (LO w Dubiecku) była to rzecz najistotniejsza – wiedzieć, czego chce się od życia. W mojej decyzji o wstąpieniu do werbistów nie czułem się jakoś osamotniony, bowiem mógłbym wymienić wiele zadziwiających wydarzeń, które pozwoliły mi ufać, iż zmierzam we właściwym kierunku, a nade wszystko „ktoś” nieustannie czuwał nade mną. Bóg ciągle podsyłał mi wartościowe osoby, z którymi mogłem dzielić swoje radości i smutki. Obok tych osób nie przeszedłem obojętnie, wspólnie pokonaliśmy pewien odcinek w życiu, ucząc się wiele od siebie, a mądrość i doświadczenie tych osób pozwoliły mi przezwyciężyć najtrudniejsze kryzysy w moim życiu. A nade wszystko pokazały mi, co tak naprawdę oznacza słowo „kochać”. Te osoby również stanowią część mojej opowieści, bowiem tworzą historię mojego życia i za to jestem im bardzo wdzięczny.



Galeria zdjęć ojca Marcina:

Twoja przeglądarka nie obsługuje technologii Flash. Tu możesz pobrać odpowiednią wtyczkę.




project by: Bartłomiej Parys, SVD   ©
admin: Łukasz Chrunik SVD                 
© www.3dflags.com