Bóg zaskakujący
Bóg jest dla mnie wciąż zaskakujący. Jest dla mnie Bogiem miłosierdzia i sytuacji, które zawsze pozostają dla mnie nieprzewidziane i interesujące.
Już od dzieciństwa odkąd sobie tylko przypominam fascynowała mnie liturgia. Sprawowanie sakramentów, Mszy św, wszystkie gesty księdza, jego strój i to co robi. Zdarzało się, że sam także bawiłem się w księdza. Starałem się powtarzać zapamiętane teksty. Z szafki w pokoju robiłem ołtarzyk, na którym od czasu do czasu „odprawiałem swoje dziecięce Msze św.”. Jedynym ich uczestnikiem była babcia, która pilnowała nas w domu, gdy rodzice byli w pracy. Cierpliwie patrzyła i odpowiadała, tak jak wierni odpowiadają w kościele.
W szkole pamiętam, że było nie mniej zabawnie. Na pytania naszej wychowawczyni kim chcemy być w przyszłości, moi koledzy i koleżanki z klasy odp.: aktorką, lekarzem, prawnikiem, a jak przyszło mi odp., to bez skrępowania z uśmiechem na twarzy mówiłem – chce być księdzem. Wówczas, albo pojawiał się uśmiech na twarzy wychowawczyni, albo zupełna konsternacja (w zależności w której klasie byłem). Podobnie reagowali znajomi moich rodziców, gdy goszcząc u nas w domu słyszeli identyczną odpowiedź.
Byłem też ministrantem. Z czasem jednak zrezygnowałem, gdyż w moim życiu był i czas przestoju, kiedy Bóg właśnie pisał „prostymi liniami, po krzywych liniach mojego życia”. Od trzeciej klasy Liceum powróciła do mnie myśl dotycząca kapłaństwa. Było to jednak coś innego. Zaczęło mnie bardziej ciągnąć w kierunku misyjnym. Dużo pomógł mi wtedy Ruch Wiara i Światło. Działalność z niepełnosprawnymi. To od nich wiele się uczyłem i dostrzegałem potrzebę, aby nie tylko w Polsce, ale i innym ludziom przybliżać Chrystusa. Wiedziałem, że są zakonny, których charyzmatem jest posługa misyjna. Nie znałem jednak wielu z nich, z wyjątkiem Ks. Werbistów – Zgromadzenia Słowa Bożego i to też słabo. Jedynym moim zetknięciem z werbistami była wtedy wycieczka szkolna do Muzeum Misyjno-Etnograficzngo do klasztoru werbistów w Pieniężnie. Zacząłem szukać swojej drogi na nowo, nikomu nic nie mówiąc. Głównym źródłem moich poszukiwań stał się internet. Stąd na pytanie jak poznałem werbistów - czy przez skupienia dla chłopców, czy przez czuwania? ja odpowiadam: jestem powołaniem internetowym :-D
Poznałem wtedy o. Ryszarda Hoppe. Wymienialiśmy się mailami. W końcu w klasie maturalnej o. Ryszard przysłał mi wymagane dokumenty. Po zdanej maturze dostarczyłem dokumenty osobiście do klasztoru w Pieniężnie, jak mi doradził mailowo o. Ryszard. Nigdy nie zapomnę tego spotkania – tej chęci, abym został przyjęty, żeby żadnego ze świadectw nie brakowało by ojciec, z którym rozmawiałem, pomyślnie przedstawił moją kandydaturę wyższym przełożonym. W wakacje przyszła odpowiedź, że zostałem przyjęty do Zgromadzenia. Była to jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu, choć oznaczało to, że nie zrobię kursu prawo jazdy, który miałem rozpocząć tamtego lata. Poszedłem na pielgrzymkę na Jasną Górę dziękując Matce Bożej za zdaną maturę i przyjęcie do Zgromadzenia. Moi koledzy i koleżanki mówili, że jeszcze tak radosnego nigdy mnie nie widzieli. To było niesamowite odczucie. Z o. Ryszardem spotkałem się dopiero po 3 latach pobytu w Zgromadzeniu. Zawsze się mijaliśmy. Jeśli ja zmieniałem dom, on akurat z niego się przenosił do innego. Dopiero po 3 latach mogłem zobaczyć tego, który pomógł podjąć mi decyzję wstąpienia na drogę zakonno-misyjną.
W czasie mojej formacji nie zapomnę też rocznej praktyki jaką spędziłem w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Niesłyszących i Słabosłyszących w Raciborzu. Doświadczyłem tam wiele życzliwości i dużo nauczyłem się od nauczycieli, księży i siostry zakonnej, wychowawców w internacie, pracowników, ale też od dzieci i młodzieży, którzy pomagali mi uczyć się jęz. migowego. W moim sercu zawsze bliscy będą też rodzice ich dzieci i wolontariusze ze Stowarzyszenia na Rzecz Osób Niepełnosprawnych w Pieniężnie. To z nimi i dla nich wspólnie działaliśmy na rzecz osób niepełnosprawnych. To też oni uczyli mi odkrywać drogę powołania zakonno-misyjnego, drogę do kapłaństwa służebnego.
Nie jestem doskonałym człowiekiem, ale ufam miłosiernemu Bogu, że On mi przebacza i mnie prowadzi. On jest łaskawy, miłosierny i jest Miłością. W Nim pokładam moją nadzieję i posługę. Dziękuję Mu za dar powołania do życia zakonnego, misyjnego i kapłańskiego. Z całego serca dziękuję też mojej kochanej rodzinie i wszystkim ludziom, których Bóg postawił na mojej drodze. Proszę Was o modlitwę i ofiarowywanie swoich cierpień za wszystkich misjonarzy, także za mnie, abym godnie świadczył swoim życiem o Chrystusie w Prowincji Botswana.
Prowincja Botswana swoim terytorium obejmuje cztery kraje: Botswane, Zambie, Zimbabwe i RPA. Krajem mojego posługiwania będzie Zambia.