ojciec Mariusz Kubista SVD
(przeznaczony do pracy w Kenii/Tanzanii)




Otrzymałem najlepsze


Kiedy zastanawiam się nad swoim powołaniem, przypominają mi się słowa: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię.” (Jr 1, 5) Zastanawiam się, ile w mojej drodze życia jest własnego szukania, a ile woli Pana Boga i Jego prowadzenia. Na obrazku prymicyjnym umieściłem słowa: Nie otrzymałem tego, o co prosiłem, ale to, co dla mnie najlepsze. Myślę, że to zdanie bardzo trafnie oddaje historię mojego powołania.
Urodziłem się na Śląsku. Tam dojrzewała moja decyzja wstąpienia do Zgromadzenia Księży Werbistów. Wzrastałem w zwykłej, można powiedzieć, przeciętnej rodzinie, której wdzięczny jestem za wychowanie i przekazane wartości. W atmosferze spokoju, w poczuciu bezpieczeństwa dorastałem i kończyłem kolejno: Szkołę Podstawową w Katowicach, potem Technikum Górnicze, również w Katowicach, a w konsekwencji wydział transportu na Politechnice Śląskiej. Już na ostatnim roku studiów pracowałem w firmie komputerowej zajmującej się produkcją i wdrażaniem systemów komputerowych. Choć werbistów znałem praktycznie od zawsze - mój dziadek miał brata werbistę, również jedna z jego rodzonych sióstr była siostrą zakonną - jednak nie myślałem, że kapłaństwo czy misje to również moja droga. Odkąd sięgam pamięcią, moje zainteresowania, pasje, plany skierowane były na co innego. Żyłem w świecie komputerów, informatyki i dobrze się w nim czułem. Jednak Ktoś wiązał ze mną odmienne plany i na początku ciężko było się z tym pogodzić. Przyznaję, że pierwsza myśl o kapłaństwie pojawiła się na II roku studiów. Jednak wtedy albo jeszcze nie byłem gotowy zostawić wszystko, albo tak skutecznie udawało mi się zagłuszyć głos Pana, że praktycznie o tej myśli zapomniałem. Chciałem skończyć studia, miałem marzenia, pasje i wszystko odbywało się normalnym tokiem. Jednak, jak się okazało, tylko do pewnego czasu. Studia sie skończyły, znalazła praca... i niepokój powrócił. Wtedy już trzeba było zadać sobie uczciwie i poważnie pytania: o przyszłość, szczęście, powołanie. I tak konsekwentnie Pan Bóg robił swoje. Zaczął pojawiać się pomysł "spróbowania" życia w klasztorze. Najpierw sporadycznie, potem coraz częściej, coraz poważniej, aż decyzja, która była wielkim zaskoczeniem dla rodziny, przyjaciół, znajomych, zapadła. I tak w 2000 roku pojawiłem sie w postulacie, potem był nowicjat, studia w Pieniężnie, podczas nich roczna przerwa na praktykę Regency w Caritas w Opolu.
Teraz czeka mnie już tylko roczny kurs nauki języka angielskiego. Zaraz po nim pojadę w miejsce mojego przeznaczenia, w miejsce, do którego Bóg mnie prowadził - do Kenii i Tanzanii. Czekają mnie nowe zadania, nowa rzeczywistość, nowi ludzie, miejsca, ale ufam, że tak jak dotychczas, jakoś niezauważalnie, ale konsekwetnie Bóg będzie prowadził i uczyni ze mnie swoje prawdziwe narzędzie. Proszę wszystkich czytelników „Misjonarza”, aby pamiętali w swoich modlitwach o tych, którzy z obawą, ale też z radością wyruszają, by świadczyć o Chrystusie w nowych, nieznanych sobie miejscach.



Galeria zdjęć ojca Mariusza:

Twoja przeglądarka nie obsługuje technologii Flash. Tu możesz pobrać odpowiednią wtyczkę.



project by: Bartłomiej Parys, SVD ©
admin: Mariusz Mielczarek SVD         
© www.3dflags.com                         
Ilość wizyt od 10 maja 2008 r.:
free online visitor stat counter