
diakon Thierry Dovi SVD
(przeznaczony do pracy w Togo/Beninie)
Warto zacząć wszystko od nowa
Urodziłem się w Lomé, stolicy Togo, w zachodniej części Afryki. O powołaniu do życia zakonnego i misyjnego nigdy nie myślałem tak poważnie, a do życia kapłańskiego to już w ogóle. Ale mogę powiedzieć jedno z pewnością: zawsze sutanna robiła na mnie przyjemne wrażenie. Za każdym razem, kiedy spotykałem księdza, to jego sutanna zawsze kojarzyła mi się z niewinnością, dobrocią i czystością serca.
Po ukończeniu gimnazjum, nagle coś we mnie się zmieniło. Ale co? – Nie potrafię tego dokładnie określić. Mijał czas, a ja powoli sobie robiłem swoje plany na przyszłość. Raz pomyślałem, że zostanę lekarzem, innym razem nauczycielem. Aż pewnego dnia pojawiło się światło w moim życiu, co do drogi jaką podejmę. Tamtego pamiętnego dnia wpadł w moje ręce kieszonkowy kalendarz misjonarzy kombonianów. Kalendarz ten zawierał wszelkie informacje na temat misji „ad gentes” oraz adresy poszczególnych domów kombonianów w moim kraju – Togo. Czytałem go ze szczególną uwagą. A było to w wakacje, które spędzałem wtedy na wsi. Już wcześniej dowiedziałem się o tym, że w mojej wsi istnieje liczna grupa powołaniowa. A więc po południu udałem się z pośpiechem do prezesa tej grupy, a był nim mój krewny. On mi opowiedział o tym, jak funkcjonuje grupa powołaniowa i wyjaśnił różne etapy w formacji zakonnej (m.in. prepostulat, postulat, nowicjat i studia). Ale też doradził mi wstąpienie do seminarium diecezjalnego, żeby nie wyjechać któregoś dnia zbyt daleko od domu rodzinnego. Podziękowałem mu i wróciłem do domu. Tamtej nocy nie mogłem spokojnie zasnąć. Kilkakrotnie chodziło mi po głowie pytanie „Thierry, jaki sens ma twoje życie?” Całą noc rozważałem w milczeniu to wszystko i próbowałem odpowiedzieć na nie.
Po wakacjach na wsi wróciłem do rodziców (do Lomé). I pierwszą rzeczą, jaką uczyniłem było napisanie listu do kombonianów. Wkrótce potem otrzymałem odpowiedź od samego Prowincjała. W swoim liście wyjaśnił on pewne punkty i zaprosił mnie do domu prowincjalnego na comiesięczne spotkanie powołaniowe. I tak zacząłem jeździć co miesiąc na te spotkania. Więc po maturze wstąpiłem wraz z sześcioma innymi kandydatami do postulatu. Jednak po pierwszym roku czułem, że coś jest nie tak: albo nie jestem na właściwym miejscu albo jeszcze nie jestem odpowiednio przygotowany na taki tryb życia. Mało kto wiedział, że chciałem wystąpić z seminarium, zwierzyłem się jedynie mamie. I tak się wkrótce stało.
Rozpocząłem studia na Uniwersytecie w Lomé na wydziale socjologii. Bardzo lubiłem te studia. Jednak po 2 latach postanowiłem z nich zrezygnować i znowu wstąpić do seminarium. Zrozumiałem, że WARTO ZACZĄĆ WSZYSTKO OD NOWA. Zgromadzenia Słowa Bożego nie znałem wcześniej, dopiero w trakcie studiów miałem z nim pierwszy prawdziwy kontakt. I tak zacząłem znowu jeździć na spotkania przez 2 lata. W wakacje złożyłem podanie i wymagane dokumenty o przyjęcie do postulatu i zostałem przyjęty. Po postulacie i studiach filozoficznych przyszło z Polskiej Prowincji zaproszenie na dalszą formację w Polsce. Przyjąłem zaproszenie i od października 2002 r. studiuję w Polskiej Prowincji SVD.
Po święceniach kapłańskich (w Togo), jeśli dobry Bóg da, będę służył Bogu i ludziom w moim kraju, bądź sąsiednim Beninie.
Galeria zdjęć diakona Thierry:
|
Twoja przeglądarka nie obsługuje technologii Flash. Tu możesz pobrać odpowiednią wtyczkę.
|