|
|
Nasi święci
Kanonizacja odbyła się 5 października 2003r. w Rzymie.
Poniżej przedstawiamy krótkie życiorysy, zawierające tylko najważniejsze fakty z życia świętych Arnolda i Józefa.
Teksty przygotował Klemens Ramolla svd..
Święty Arnold Janssen urodził się w 1817 roku w Niemczech w małej miejscowości
Goch, leżącej blisko granicy holenderskiej. Pochodził z głęboko wierzącej
rodziny. Jako młody kapłan pracował najpierw jako nauczyciel w gimnazjum,
następnie jako kapelan Sióstr Urszulanek. Jednocześnie bardzo interesował się
problemami misji zagranicznych. Opisywał je w wydawanej przez siebie gazetce:
„Mały Posłaniec Serca Jezusowego”. Ale to jeszcze nie było to. Ksiądz
Arnold dostrzegał brak Domu Misyjnego na obszarze państw niemieckojęzycznych,
z którego misjonarze mogliby wyjeżdżać do krajów misyjnych. W publikowanych
artykułach wykazywał potrzebę założenia takiego domu, ale sam nie czuł się
powołanym, by to dzieło zrealizować.
Czasy, w których żył św. Arnold, były trudne. Kulturkampf w Niemczech był
kolejnym okresem prześladowań Kościoła Katolickiego. Zakony były zamykane,
działalność duchowieństwa była bardzo ograniczana. I dosłownie na przekór
władzy ziemskiej, gdy to, co duchowe, zdawało się ginąć, ksiądz Arnold z głębokiej
potrzeby serca, czując wyraźną wolę Boga, założył Dom Misyjny w Steyl –
w Holandii, blisko granicy niemieckiej. Dom Misyjny – to może dumna nazwa. W
rzeczywistości była to prawie ruina – pozostałość po karczmie. Brakowało
dosłownie wszystkiego. Jeden z biskupów wyraził się o Założycielu: „Albo
jest szaleńcem, albo świętym”. Wielu drwiło z niego, inni byli mu po
prostu przeciwni.
Tymczasem do Domu Misyjnego zgłaszali się przyszli misjonarze, dobrodzieje
składali potrzebne ofiary pieniężne. W przeciągu kilkunastu lat powstawały
wielkie Domy Misyjne w Steyl, Rzymie, Wiedniu, w Nysie na Śląsku. Ojciec
Arnold założył trzy Zgromadzenia Misyjne: Zgromadzenie Słowa Bożego,
Zgromadzenie Sióstr Służebnic Ducha Świętego oraz Zgromadzenie Sióstr Służebnic
Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji. Zmarł 15 stycznia 1909 roku.
Ojciec Arnold bardzo mocno ufał Bogu. Gdy był przekonany o Jego woli, pełnił
ją konsekwentnie, pomimo trudów i przeciwieństw. Nie miał zbyt łatwej ani
przyjemnej osobowości. Wiele zastrzeżeń i krytyki ze strony otoczenia było
całkowicie uzasadnionych. Ale święty Arnold był człowiekiem pracy. Nie
tylko tej zewnętrznej, misyjnej. Także tej wewnętrznej – pracy nad sobą
samym, nad swoim charakterem, nad swoją postawą wobec innych.
128 lat temu Bóg poprzez ojca Arnolda zapoczątkował wielkie dzieło
misyjne, które do dziś trwa i rozwija się na całym świecie. Jego początkiem
było głębokie pragnienie ojca Arnolda: „By przed światłością Słowa i
Duchem Łaski ustąpiły ciemności grzechu i noc niewiary, a Serce Jezusa żyło
w sercach wszystkich ludzi”.
Święty Józef Freinademetz urodził się w 1852 roku w góralskiej wiosce Oies w Alpach. Życie było tam bardzo proste, wpisane w rytm codziennych modlitw. Mały Józef nie był cudownym dzieckiem, ale był bardzo zdolny i pilny. Nadawał się do dalszej nauki, lecz nie było to proste. Uczyć można się było jedynie w
mieście, co było kosztowne. Pomimo trudów, problem ten został rozwiązany. W
trakcie nauki Józef zaczął marzyć o pracy misyjnej.
W 1875 roku przyjął święcenia kapłańskie, po czym rozpoczął pracę jako
wikary na parafii. Myśl o misjach nie dawała mu jednak spokoju. O jego dalszym
życiu zadecydowało spotkanie z o. Arnoldem Janssenem, który akurat znajdował
się w trakcie podróży do Rzymu. Józef otrzymał od swojego biskupa
pozwolenie na opuszczenie macierzystej diecezji w celu udania się do pracy
misyjnej.
Józef Freinademetz był pierwszym misjonarzem wysłanym na misje przez św.
Arnolda. Krajem, w którym miał pracować były Chiny. Na zawsze opuścił
Europę, nigdy nie wrócił do swojego domu.
Józef stał się Chińczykiem dla Chińczyków. Ale nie było to proste. Był
to raczej długi proces. Uczył się języka chińskiego, ubierał się na sposób
chiński. Musiało jednak upłynąć trochę czasu, by mógł myśleć jak Chińczycy.
Józef spodziewał się, że oni przyjmą go z otwartymi rękami, że będzie
poważany jako kapłan Boga – tak, jak to było w rodzinnych stronach.
Niestety, zachowanie Chińczyków sprawiało mu wiele przykrości: był wyzywany
od diabła, rzucano w niego kamieniami. Czuł się rozczarowany. Z kolei on sam
nie miał uznania dla religijnych przekonań Chińczyków. Uważał, że ofiary
składają diabłu, którego miłują bardziej, niż Boga.
Z biegiem czasu Józef uczył się coraz lepiej rozumieć i szanować Chińczyków,
tak, że pewnego dnia powiedział: „I w niebie nie chciałbym być nikim
innym, jak tylko Chińczykiem.” Z ożywieniem opowiadał nowym misjonarzom o
zaletach Chińczyków, burząc dotychczasowe uprzedzenia. W listach do domu pisał:
„Kocham Chiny i Chińczyków i jestem gotów umrzeć dla nich.” Bardzo
ofiarnie odwiedzał wioski, miasteczka, zakładał wspólnoty, przygotowywał do
Chrztu Świętego, głosił rekolekcje, powołał do istnienia seminarium, założył
drukarnię, przygotowywał katechetów, opracowywał podręczniki.
Jego poświęcenie nie uchroniło go jednak przed złym traktowaniem. Był
wleczony za końmi, bity; jego stacja była obrabowywana, niszczona. Józef
cierpliwie odbudowywał zniszczenia materialne oraz dalej z miłością nauczał
o kochającym Bogu.
Zmarł 28 stycznia 1908 roku wyczerpany tyfusem. Gdy rozpoczynał swoją pracę
misyjną, zastał na swoim terenie 158 katolików. W momencie śmierci – było
ich 135 000. Święty Józef poświęcił całe swoje życie głoszenie Dobrej
Nowiny. On podarował Chińczykom Chrystusa, zaś oni ubogacili Józefa
bogactwem swojej pięknej kultury.
Więcej informacji na stronie Polskiej Prowincji SVD
|
|