Misjonarze Werbiści
Kolonia 19
14- 520 Pieniężno
Telefon: (055) 24 29 100

OGÓLNIE

HISTORIA

STUDIA

INNE

Nasi święci

Kanonizacja odbyła się 5 października 2003r. w Rzymie.
Poniżej przedstawiamy krótkie życiorysy, zawierające tylko najważniejsze fakty z życia świętych Arnolda i Józefa.
Teksty przygotował Klemens Ramolla svd..

Święty Arnold Janssen urodził się w 1817 roku w Niemczech w małej miejscowości Goch, leżącej blisko granicy holenderskiej. Pochodził z głęboko wierzącej rodziny. Jako młody kapłan pracował najpierw jako nauczyciel w gimnazjum, następnie jako kapelan Sióstr Urszulanek. Jednocześnie bardzo interesował się problemami misji zagranicznych. Opisywał je w wydawanej przez siebie gazetce: „Mały Posłaniec Serca Jezusowego”. Ale to jeszcze nie było to. Ksiądz Arnold dostrzegał brak Domu Misyjnego na obszarze państw niemieckojęzycznych, z którego misjonarze mogliby wyjeżdżać do krajów misyjnych. W publikowanych artykułach wykazywał potrzebę założenia takiego domu, ale sam nie czuł się powołanym, by to dzieło zrealizować.
Czasy, w których żył św. Arnold, były trudne. Kulturkampf w Niemczech był kolejnym okresem prześladowań Kościoła Katolickiego. Zakony były zamykane, działalność duchowieństwa była bardzo ograniczana. I dosłownie na przekór władzy ziemskiej, gdy to, co duchowe, zdawało się ginąć, ksiądz Arnold z głębokiej potrzeby serca, czując wyraźną wolę Boga, założył Dom Misyjny w Steyl – w Holandii, blisko granicy niemieckiej. Dom Misyjny – to może dumna nazwa. W rzeczywistości była to prawie ruina – pozostałość po karczmie. Brakowało dosłownie wszystkiego. Jeden z biskupów wyraził się o Założycielu: „Albo jest szaleńcem, albo świętym”. Wielu drwiło z niego, inni byli mu po prostu przeciwni.
Tymczasem do Domu Misyjnego zgłaszali się przyszli misjonarze, dobrodzieje składali potrzebne ofiary pieniężne. W przeciągu kilkunastu lat powstawały wielkie Domy Misyjne w Steyl, Rzymie, Wiedniu, w Nysie na Śląsku. Ojciec Arnold założył trzy Zgromadzenia Misyjne: Zgromadzenie Słowa Bożego, Zgromadzenie Sióstr Służebnic Ducha Świętego oraz Zgromadzenie Sióstr Służebnic Ducha Świętego od Wieczystej Adoracji. Zmarł 15 stycznia 1909 roku.
Ojciec Arnold bardzo mocno ufał Bogu. Gdy był przekonany o Jego woli, pełnił ją konsekwentnie, pomimo trudów i przeciwieństw. Nie miał zbyt łatwej ani przyjemnej osobowości. Wiele zastrzeżeń i krytyki ze strony otoczenia było całkowicie uzasadnionych. Ale święty Arnold był człowiekiem pracy. Nie tylko tej zewnętrznej, misyjnej. Także tej wewnętrznej – pracy nad sobą samym, nad swoim charakterem, nad swoją postawą wobec innych.
128 lat temu Bóg poprzez ojca Arnolda zapoczątkował wielkie dzieło misyjne, które do dziś trwa i rozwija się na całym świecie. Jego początkiem było głębokie pragnienie ojca Arnolda: „By przed światłością Słowa i Duchem Łaski ustąpiły ciemności grzechu i noc niewiary, a Serce Jezusa żyło w sercach wszystkich ludzi”.

Święty Józef Freinademetz urodził się w 1852 roku w góralskiej wiosce Oies w Alpach. Życie było tam bardzo proste, wpisane w rytm codziennych modlitw. Mały Józef nie był cudownym dzieckiem, ale był bardzo zdolny i pilny. Nadawał się do dalszej nauki, lecz nie było to proste. Uczyć można się było jedynie w mieście, co było kosztowne. Pomimo trudów, problem ten został rozwiązany. W trakcie nauki Józef zaczął marzyć o pracy misyjnej.
W 1875 roku przyjął święcenia kapłańskie, po czym rozpoczął pracę jako wikary na parafii. Myśl o misjach nie dawała mu jednak spokoju. O jego dalszym życiu zadecydowało spotkanie z o. Arnoldem Janssenem, który akurat znajdował się w trakcie podróży do Rzymu. Józef otrzymał od swojego biskupa pozwolenie na opuszczenie macierzystej diecezji w celu udania się do pracy misyjnej.
Józef Freinademetz był pierwszym misjonarzem wysłanym na misje przez św. Arnolda. Krajem, w którym miał pracować były Chiny. Na zawsze opuścił Europę, nigdy nie wrócił do swojego domu.
Józef stał się Chińczykiem dla Chińczyków. Ale nie było to proste. Był to raczej długi proces. Uczył się języka chińskiego, ubierał się na sposób chiński. Musiało jednak upłynąć trochę czasu, by mógł myśleć jak Chińczycy. Józef spodziewał się, że oni przyjmą go z otwartymi rękami, że będzie poważany jako kapłan Boga – tak, jak to było w rodzinnych stronach. Niestety, zachowanie Chińczyków sprawiało mu wiele przykrości: był wyzywany od diabła, rzucano w niego kamieniami. Czuł się rozczarowany. Z kolei on sam nie miał uznania dla religijnych przekonań Chińczyków. Uważał, że ofiary składają diabłu, którego miłują bardziej, niż Boga.
Z biegiem czasu Józef uczył się coraz lepiej rozumieć i szanować Chińczyków, tak, że pewnego dnia powiedział: „I w niebie nie chciałbym być nikim innym, jak tylko Chińczykiem.” Z ożywieniem opowiadał nowym misjonarzom o zaletach Chińczyków, burząc dotychczasowe uprzedzenia. W listach do domu pisał: „Kocham Chiny i Chińczyków i jestem gotów umrzeć dla nich.” Bardzo ofiarnie odwiedzał wioski, miasteczka, zakładał wspólnoty, przygotowywał do Chrztu Świętego, głosił rekolekcje, powołał do istnienia seminarium, założył drukarnię, przygotowywał katechetów, opracowywał podręczniki.
Jego poświęcenie nie uchroniło go jednak przed złym traktowaniem. Był wleczony za końmi, bity; jego stacja była obrabowywana, niszczona. Józef cierpliwie odbudowywał zniszczenia materialne oraz dalej z miłością nauczał o kochającym Bogu.
Zmarł 28 stycznia 1908 roku wyczerpany tyfusem. Gdy rozpoczynał swoją pracę misyjną, zastał na swoim terenie 158 katolików. W momencie śmierci – było ich 135 000. Święty Józef poświęcił całe swoje życie głoszenie Dobrej Nowiny. On podarował Chińczykom Chrystusa, zaś oni ubogacili Józefa bogactwem swojej pięknej kultury.


Więcej informacji na stronie Polskiej Prowincji SVD


CopyRight © Mariusz Kubista
Pieniężno, 2005; Wszelkie prawa zastrzeżone
Kontakt:
admin: Mariusz Mielczarek SVD
Ilość wizyt od 12 października 2005 r.:
free online visitor stat counter